wtorek, 17 grudnia 2013

27. Bogini Aeis

Łups! Wybaczcie tak długą nieobecność. Dałam się pochłonąć projektowi NaNoWriMo i po raz pierwszy od baaardzo dawna skupiłam się na pisaniu prozy zamiast ocen. I zapomniałam, jak głupio męczące są japońskie uniwersytety, ale to zupełnie osobna sprawa. Tak czy inaczej, jestem już po, stawiłam czoła wyzwaniom, to wracam szybciutko do oceniania, zaczynając od bloga Royal Bee.

§ Pierwsze wrażenie
A. Adres
Jest dobrze, nie zamierzam się czepiać. Z tytułem tak samo, chociaż osobiście na samej jego podstawie chyba bym nie sięgnęła (teraz wiem, co by mnie ominęło, ale mówimy o pierwszym wrażeniu, prawda?).

B. Grafika
Tu mam trochę dylemat. Ze strony kryteriów, które sama sobie wyznaczyłam, wszystko jest ślicznie: blog czytelny, uporządkowany i łatwy w nawigacji, ba!, nawet wszystkie grafiki Twojego autorstwa (i to jeszcze bardzo w moim guście).
Ale z drugiej trudno mi się oprzeć wrażeniu, że układ bloga tak jakby… hm, umniejsza znaczenie publikowanego na nim tekstu? Nie wiem, jak to lepiej ująć. Taki szablon według mnie świetnie nadaje się do stron z wiadomościami, informacyjnych, hobbystycznych może, bo pozwala w miarę szybko znaleźć to, co nas interesuje, bez konieczności przewijania strony bez końca oraz mogąc zdecydować, co przeczytać, po początkowych wyrywkach postów. Ale na blogu z opowiadaniem uważam, że to opowiadanie powinno być najważniejsze, w centrum uwagi od razu po wejściu na stronę. Te wszystkie newsy, uaktualnienia co się dzieje nie są złe, tylko po prostu wyglądają mi na gadżeciarstwo i nieco przesadne skupianie się na sprawianiu wrażenia, że blog nadal żyje. Gdyby aktualizacje znalazły się gdzieś na boku, dla wchodzących nie byłoby aż tak oczywiste, jak często były zmieniane, ale też zrobiłyby należyte, jak dla mnie, miejsce opowiadaniu.
Ostatecznie jednak to Twój blog i Twój szablon, a powyższe „ale” wynika z moich własnych przekonań, co jest ważne na blogach z twórczością własną. Nie musisz się z tym zgadzać, chociaż jednocześnie z chęcią dowiedziałabym się, dlaczego zdecydowałaś się ułożyć i prowadzić bloga właśnie w ten sposób.

§ Treść
Lecimy mniej schematycznie, tak będzie mi wygodniej i pewnie łatwiej uniknę powtarzania się.
Pierwszym, na co zwróciłam uwagę po rozpoczęciu lektury, był Twój styl. Człowiek zaczyna i nawet nie zauważa, kiedy klika w „następny rozdział” i tak aż do momentu, w którym skończy się dotychczas opublikowany tekst. Doskonale nie jest, ale zgrzyty są sporadyczne i bardzo łatwe do oszlifowania, może to kwestia wspomnianej na którejś z podstron przerwy w pisaniu, może czegoś innego, nie wnikam, jednak na pewno jest to coś, co jesteś w stanie poprawić sama. A i te zgrzyty pojawiały się raczej w początkowych rozdziałach (czyżby Leleth została Twoją betą dopiero od któregoś rozdziału?, podpunkt o poprawności również by na to wskazywał), choć zanotowałam tylko jeden przykład: „Nim drzwi się zamknęły, oczom Julii ukazał się tunel oraz blade, niebiesko barwione błyski pojawiające się w równych odstępach z wewnątrz.” (R II) Dziwnie mi brzmią te „niebiesko barwione błyski”, coby nie powiedzieć, że trochę kulawo – błyski, które w trakcie zmieniały kolor na niebieski pod wpływem barwienia? Nie, chyba nie o to Ci chodziło. Możliwe, że to kwestia gustu, ale osobiście skłaniałabym się ku „niebieskim błyskom”, ewentualnie „bladoniebieskim błyskom”, coby zbić dwa przymiotniki w jeden.
Ale, jak powiedziałam, zgrzyty są drobne i bardzo sporadyczne i nawet pomimo nich lektura kończy się zbyt szybko, tak lekko napisany jest tekst. Podoba mi się i naturalność, z jaką narrator oddaje punkt widzenia Julii, przez co Czytelnik nie zapomina, że nadal mowa o nastolatce, i, ciut paradoksalnie, jak narrator zgrabnie wplata archaizmy, nawet w częściach ze świata rzeczywistego. Niby powinno się gryźć, narracja z punktu widzenia nastolatki, o której nie zostało powiedziane, jakoby miała skłonności do archaizacji czy nawet jakoby uwielbiała czytać (ani co), a jednak i „uczniowska brać” (R I), i „niżeli” w porównaniu korytarza do jaskini (R II) działają. Może wymyślam sobie ideologię albo nadinterpretuję, ale czytając te fragmenty, odniosłam wrażenie pewnego tongue in cheek, jak to mówią Anglicy: narrator też doskonale wie, że przeciętne nastolatki tak nie mówią, ale używa archaizmów na przekór, z pełną świadomością własnych czynów oraz przymrużeniem oka. I bez względu na to, jak świadomy jest ten zabieg, ujął mnie praktycznie od samego początku.
Jak łatwo odgadnąć, plusy stylu przekładają się na opisy oraz dialogi. Jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba, aby nie zgubić Czytelnika, stworzyć świat oraz klimat, jednocześnie bez przesadzania i pamiętając, że jednak docelowymi odbiorcami są nastolatki, które bardziej ciekawią wydarzenia niż trzystronicowe opisy przyrody czy architektury, niczym z jakiegoś klasyka z kanonu lektur. Osobiście nie narzekałabym, gdybyś jednak zechciała opisać coś ciut obszerniej, ale to już zachcianka i odrobinka żalu, że tak szybko skończyłam czytać.
Tak naprawdę tylko raz dialog mi odrobinkę zazgrzytał: kiedy Daniel tłumaczył i trochę opieprzał Julię w rozdziale czwartym. Wydaje mi się, że czasem ciut za bardzo popadał w archaizmy – „bowiem”, „moi dawni rówieśnicy skonali”, „umrą pewnie i oni”, większość zostawionej Julii karteczki z dalszymi wyjaśnieniami – jakby zapominał, że rozmawia z nastolatką ze „swojego” świata (który świat naprawdę jest jego, jeszcze nie wiemy, stąd cudzysłów). Ale zanim zaczniesz mi to wyjaśniać, dodam szybko, że nawet to mówię z pewną dozą niepewności. To jest raczej wrażenie na chwilę obecną. W tym momencie tekstu wiemy o Danielu raczej niewiele, nie mamy porównania, ile czasu spędził w Ardmorze, nie wiemy, jak wysławia się normalnie, wśród znajomych – mogę tylko zakładać, że do Julii, kiedy byli sami, zwracałby się raczej tak, jak przeciętny nastolatek tłumaczyłby coś i jak opieprzałby koleżankę ze szkoły. Zatem ostatecznie sprawę pozostawiam Tobie do przemyślenia, w końcu tylko Ty wiesz, jaki dokładnie jest Daniel i jak się wysławia w najróżniejszych sytuacjach. Jeśli uważasz, że to po prostu kwestia dość małej wiedzy Czytelnika o nim na tym etapie, zostaw, bo nie razi w oczy i jeśli Daniel nadal będzie tak mówił, Czytelnik zrozumie. Ale jeśli jednak, że tak to ujmę, ręka Ci się omskła, to drobne poprawki mogą się okazać pomocne.
W gruncie rzeczy wiele sprowadza się do tego, że fabuła dopiero zaczęła się rozwijać. Na chwilę obecną zdążyłaś przedstawić postaci, zarysować problem, z którym bohaterowie będą się mierzyć, a także pokazać przeszkodę pod tytułem Sergiusz (jedną z przeszkód?) na ich drodze do sukcesu w walce z problemem. Nie wiemy, czy wątków będzie więcej, nie wiemy, jak się rozwiną te już przedstawione ani jak się rozwiną postaci, na dobrą sprawę w opowiadaniu dopiero co mija jeden ziemski dzień (nie licząc retrospekcji na początku) i zaczynamy drugi. Póki co wszystko trzyma się kupy, zachowujesz bardzo zdrowe tempo (po każdym rozdziale Czytelnik wie trochę więcej, ma kolejne pytania i nie ma wrażenia zastoju, jednocześnie nie gnając na łeb, na szyję) i wyjaśniasz w sposób bardzo ładny oraz wiarygodny, od tego, po co Julia pchała się w ten portal, aż po pozorne drobiazgi typu jak dziewczynie udało się wygłosić przemowę w roli bogini bez przesadnych wpadek. Ale co ja mogę więcej powiedzieć w tym temacie? Chyba tylko tyle, że mi się podoba. Sama to najlepiej ujęłaś: niby oryginalność nie wylewa się strumieniami z tekstu, przedstawiasz motywy znane chyba wszystkim Czytelnikom młodzieżowego fantasy, ale zostały odpowiednio zmodyfikowane, aby nie waliło wtórnością na kilometr. Póki co jestem zaintrygowana i w pełni kupuję Twoje wydanie każdego motywu oraz ich połączenie.
W takim wypadku to także naturalne, że kreacja świata również będzie dopiero co rozwinięta, że będziemy mieć tylko szkic. Przy tak niewielkiej ilości tekstu mam wrażenie, że jeśli zacznę cokolwiek wytykać, to zabrzmię, jakbym się czepiała dla samego czepiania się, więc może zacznę bezpiecznie od plusów.
Opisów jest dość, by wyobrazić sobie wszystkie miejsca, od szkoły aż po świątynię oraz krajobrazy. Twoje pseudośredniowieczne realia wyglądają solidnie i nie wypadasz na żadnych zakrętach z powodu pierdół, jak, nie wiem, takie przykładowe sprawy higieny osobistej czy kanalizacji. Notabene, jesteś pierwszą blogową autorką, jaką spotkałam, która nie tylko wspomina o sprawach typu miesiączka (w dodatku bez robienia z tego Bóg wie jakich czarów-marów, hyyyy, ona powiedziała słowo na „O”!), ale gdzie bohaterka w ogóle myśli o tak przyziemnych niewygodach. Zresztą, blogi! Z przeczytanych dotąd książek jedynie w „Mgłach Avalonu” spotkałam się z równie naturalnym podejściem do tematu i, jakkolwiek to głupio brzmi nawet dla mnie, brakiem wstydu w jego podejmowaniu. Zdecydowanie dodaje to wiarygodności zarówno samej bohaterce (bo, jak normalny człowiek, myśli o takich sprawach, a nie tylko górnolotnie zastanawia się nad Ważnymi Problemami), jak i światu (bo z tego, co Julia już wie o Ardmorze, ma pełnię świadomości, jakim problemem może być higiena osobista w trakcie okresu  tu nasunęło mi się także przemyślenie, czy boginie Ardmoru miesiączkują i, jeśli nie, jak załatwi cokolwiek bez zdradzania się).
A minusy? Hm, pewnie nawet nie powinnam tego nazywać „minusami”, raczej subiektywne uwagi. Na początek pójdzie nazwisko Julii – Flow. Ale o nim już wiesz, widziałam w komentarzu pod jakąś inną oceną Twojego bloga, więc potraktuj to jako przypomnienie. Ponadto chciałabym zwrócić Twoją uwagę na dwa fragmenty z rozdziału czwartego: „Jeśli tutaj upłynęła godzina, w »prawdziwym« świecie sekundnik przesunął się tylko o dziesięć pozycji. […] Jedna sekunda w naszym świecie to dwanaście godzin tutaj”. Nie wiem, jak dla innych Twoich Czytelników, ale jak dla mnie to drugie wyjaśnienie było o wiele jaśniejsze i łatwiejsze w odbiorze – nie ukrywam, że przy tym pierwszym odebrałam „dziesięć pozycji sekundnika” jako dziesięć sekund. Zresztą, chociaż nie jestem matematycznym orłem, mam nieodparte wrażenie, że coś w tych kalkulacjach nie do końca się ze sobą pokrywa. Jeśli się mylę, to bardzo przepraszam, ale w tym momencie nie chodzi mi o matematykę stricte de facto, tylko bardziej o zastanowienie się, czy wszystkie wyjaśnienia różnic czasowych między Ziemią a Ardmorem są tak jasne i zrozumiałe, jak tylko mogą, aby absolutnie każdy zrozumiał od razu, o co chodzi, bez konieczności przyjmowania Twoich słów kompletnie na wiarę.
Zaś na koniec omawiania kreacji świata pewne, hm, przemyślenie. Otóż wielce zastanawia mnie Twój upór w unikaniu jakiegokolwiek określania miejsca akcji w świecie rzeczywistym poza „współczesność, planeta Ziemia”. Zwłaszcza kiedy porównałam sobie treść tekstu z zawartością podstron, gdzie uparcie piszesz, że miejsce akcji jest „nieokreślone” i że może to być „zarówno Polska, jak i Wielka Brytania”. A jednocześnie zarówno dobór słownictwa, jak i odpowiedników kulturalnych, które są w samym tekście, wskazują raczej na Polskę, ewentualnie jakiś inny kraj słowiański (przy czym bazując na mojej wiedzy o nich, osobiście brałabym pod uwagę jedynie Czechy i Słowację). Pomijając imiona, które mogą być, jak najbardziej, spolszczone w celu ułatwienia odbioru polskiemu Czytelnikowi (chociaż za tym nie przepadam, nie mogę zaprzeczyć, że takie rzeczy nie mają miejsca, czego moja własna kopia „Feniksa i dywanu” dowodem), czy wyobrażasz sobie, aby w jakimkolwiek niesłowiańskojęzycznym kraju znalazło się miasto o nazwie Kruszec? Albo ulica Paproci (tu przytyk nie tyle do polskiego słowa, ale do różnic między państwami w nazewnictwie ulic)? Albo liceum czyjegokolwiek imienia (co znowu zawęża „krąg podejrzanych” do Europy środkowo-wschodniej), że o imieniu takim jak Adrianna Przepiórka nie wspomnę? Nie zmuszam Cię, byś konkretnie wyjawiła, że to się dzieje w Warszawie czy gdzieś tam (Warszawa wspomniana z racji pojawiającej się w rozdziale pierwszym wzmianki o przeprowadzce Julii „do stolicy”), ale czy nie byłoby Ci łatwiej, gdybyś chociaż określiła państwo? Nie miałabyś problemów z umiejscowieniem takich pierdół, jak te wspomniane wyżej (oraz potencjalne inne), nie byłoby zgrzytów między rzeczami, które mogą być w jednym państwie, ale nie występują w ogóle w innym, a jednocześnie nie ma żadnego obowiązku zdradzania nazwy miasta, w którym Julia mieszka i się uczy, pod warunkiem że opiszesz Czytelnikowi, jakiego mniej więcej jest rodzaju (co już zrobiłaś: wystarczająco dałaś do zrozumienia, że jest raczej duże, a z pewnością większe od poprzedniego miejsca zamieszkania dziewczyny). W takim wypadku nawet nie musiałabyś się przejmować nazwiskiem Julii – bo mało to przypadków, kiedy ktoś ma nazwisko pochodzące z innego języka niż jego ojczysty? (Do ilu ja Brytyjczyków zagadałam po polsku, bo mieli polskie nazwiska po dziadkach – i ilu Polaków z zagranicznymi nazwiskami jest w Polsce, bo rodzice czy inni przodkowie byli z zagranicy?). Po prostu bardzo mnie dziwi tak silne parcie na tę tajemniczość, „miejsce akcji jest nieokreślone” i basta, kiedy jednocześnie rzucasz dość oczywistymi wskazówkami w tekście, jakbyś nie potrafiła się powstrzymać przed trzymaniem się realiów, które znasz najlepiej. Zastanów się nad tym, proszę, przynajmniej po to, by samej wiedzieć dokładnie, dlaczego decydujesz się na jakiś zabieg i aby wiedzieć, jaki cel on osiąga.
Omówiwszy już tyle, i zahaczywszy po drodze o bohaterów, wypadałoby wreszcie poświęcić im trochę uwagi. Zacznę może od tego, że naprawdę nie jestem zwolenniczką podstron z opisami postaci. Czy to doprawdy aż tak wielka różnica, czy Czytelnik wie, że Julia była przeciętnego wzrostu, czy że miała 165 centymetrów, albo czy wie, spod jakiego była znaku zodiaku? Czy to ma jakieś znaczenie dla tekstu? Chyba nie bardzo. Zaś to, co znaczenie ma, czyli jej wygląd,  charakter i znaczenie w historii (wybacz, ale nie mogę się powstrzymać: sic!), powinny być w tekście. Przynajmniej tyle dobrego, że to jest w tekście, ale po co cała ta reszta? Nie będę Cię do niczego zmuszać i nie powiem, podobają mi się Twoje rysunki, więc te bym zostawiła, lecz chciałabym, abyś zastanowiła się, dlaczego tę podstronę masz i jak bardzo według Ciebie samej jest potrzebna (albo w jakiej formie mogłaby być potrzebna). Czy też może w ten sposób: gdybym umiała tak pięknie rysować, jak Ty, to też stworzyłabym galerię, ale odpuściłabym sobie opisy postaci, same podpisy, kto jest kim, by wystarczyły, bo pozostałe informacje mają być w tekście.
Odchodząc zaś od tematu podstrony, nie mam postaciom niczego do zarzucenia. Trudno, bym cokolwiek miała, skoro dopiero co przeszli od bycia przedstawianymi do jakichś mniej lub bardziej samodzielnych czynów. Pomimo sytuacji, w jakiej się znalazła, Julia nadal jest zwykłą nastolatką (przy czym jej zwykłość jedynie pomaga jej zyskać sobie sympatię Czytelników, bo łatwiej się sympatyzować z kimś wiarygodnym), a Daniel na razie jest jej jedyną ostoją oraz źródłem informacji. Za mało czasu, by w którymkolwiek z nich zaszły jakiekolwiek zmiany, chociaż ciekawym jest dla mnie to, że pomimo narracji z punktu widzenia Julii, ona sama zaczyna mówić (mówić, nie sporadycznie się odzywać) dopiero po wkroczenie do Ardamoru. Jak na mój gust, bardzo ładne skontrastowanie obu światów oraz zasugerowanie, że albo Julia się zmieni, albo źle skończy, taki prolog do dalszych zmian, które niewątpliwie w dziewczynie zajdą.
Jednak naprawdę, co mogę powiedzieć? Na razie nic nie zazgrzytało i nawet uwaga wypisana przy okazji dialogów jak najbardziej podlega dyskusji oraz wpływom gustów. Ciekawi mnie tyle rzeczy na temat postaci, zwłaszcza Daniela, ale to jeszcze za wcześnie na odpowiedzi na tak poważne pytania jak w jaki sposób ziemski nastolatek trafił do innego wymiaru i co takiego w wierze Aeis przekonało go do tego stopnia, że został aktywnym kapłanem, a nie tylko biernym wyznawcą. Mam też cichą nadzieję, że przypomnienie sobie i przez Julię, i przez narratora, że Julia kiedyś bawiła się w projektowanie strojów, było z góry zaplanowane – namnożenie podobnych „szczęśliwych zbiegów okoliczności z charakterem, o którym narrator zapomniał/nie miał okazji wspomnieć wcześniej” to prosta droga do stworzenia Mary Sue, której przecież nie chcesz i którą Julia na chwilę obecną nie jest. Rozumiem, że wcześniej naprawdę trudno byłoby tę informację wcisnąć (chociaż może dałoby radę gdzieś przy okazji kontrastowania jej z Angeliką?), zatem upewniam się, że to jedyna taka niespodzianka i że więcej wygodnych drobiazgów sobie nie przypomni.
Właśnie, podoba mi się, że z fabularnego zamierzenia Julia tylko udaje wcielenie bogini, że to nie jest tak, że cały świat jej to wmawia, dopóki nie uwierzy, ale że wraz z Danielem grają w tę niebezpieczną grę, by przetrwać – to o wiele bardziej realistyczne niż wpadanie do innej rzeczywistości i stwierdzanie „O, wielbią mnie, fajnie, chyba faktycznie jestem tak cudowna, jak mówią”. I o wiele łatwiej w to uwierzyć. Jasne, nastolatki są podatne na najróżniejsze wpływy, ale nie wyobrażam sobie, bym tak łatwo uwierzyła, że jestem jakimś przepowiedzianym wybrańcem, gdyby mnie jako nastolatce coś takiego się przytrafiło. Innymi słowy: kolejny drobiazg, który sprawia, że Julia pozostaje normalną (i myśląca!) bohaterką, przez co lubi się ją bardziej.
Z postaciami pobocznymi również nie mam żadnego problemu, zarówno Angelika, jak i Elmud (muszę się pilnować, bo moje palce z jakichś przyczyn ciągle chcą pisać „Elmund”) zostali zarysowani na tyle, by byli wyraziści na tym drugim planie, a ich wiarygodność nie zostawała poddawana w wątpliwość. Na razie odgrywają role bardzo drugoplanowe i częściej służą jako porównanie czy jakiś odnośnik dla Julii oraz dla Czytelnika.
Sergiusz, jako póki-co czarny charakter (a bo ja wiem, co z nim zrobisz później?), zasługuje na osobną wzmiankę, gdyż pomimo raczej stereotypowego wyglądu czarnego charakteru (ciemne włosy, bródka, prawie jak złoczyńcy z kreskówek z lat 30-40. przywiązujący damy w opresji do torów kolejowych), nie można powiedzieć o nim, że jest zły. Zachowuje się tak, jak byśmy oczekiwali od ambitnego, pobożnego kapłana: zazdrości Danielowi, którego najwidoczniej ma za karierowicza, i nie kupuje gierki jego i Julii. Czy to złe? Samo w sobie nie, pierwsze jest naturalne, biorąc pod uwagę ciężką pracę, jaką włożył we własną religijną karierę, a drugie jest wręcz dobre, przecież kapłan nie powinien pozwalać na takie bluźnierstwa i powinien dociekać prawdy (zwłaszcza kiedy służy bogini prawdy). Bardzo, bardzo dobry pomysł i świetne wykorzystanie narratora, który opowiada z punktu widzenia Julii, a więc może sobie pozwalać na pewne demonizowanie, ale jednocześnie zachowuje gdzieś tam trochę obiektywizmu (opowieść Daniela czy wątpliwości Julii, czy Sergiusz faktycznie wie). No i ciekawy pomysł na antagonistę, oby jego kreacja szła dalej w tym kierunku, bo to wydaje mi się o wiele ciekawsze, niż gdyby Sergiusz był po prostu „tym złym” i koniec, dodaje głębi i samej postaci, i fabule.
Jakieś podsumowanie ogólne? Pisz dalej. Jak na pewno wywnioskowałaś z moich komentarzy, to jedyne, co może poprawić Twoje opowiadanie, bo wyjaśni wszystkie te sprawy, które na chwilę obecną są niejasne i które można by poddać w wątpliwość. Od mniej więcej połowy dotąd opublikowanego tekstu zaczęły znikać wspomniane już drobne zgrzyty, co zgaduję, że jest zasługą pomocy Leleth, a chociaż nie wiem, w jaki sposób betuje, nie wątpię, że prędzej czy później sama nauczysz się, jak szlifować swój tekst, by eliminować nierówności czy dziwnie brzmiące miejsca. Czyli znowu, pisz dalej. Naprawdę nie widzę innej rady, której mogłabym Ci udzielić tak ogólnie, która mogłaby Ci się do czegokolwiek przydać.

§ Poprawność
Nie ma sensu się rozdrabniać na całe dwa podpunkty dla paru drobiazgów, które albo umknęły przy sprawdzaniu, albo na które można było nie zwrócić uwagi – uwagi językowe i logiczne będą razem. A naprawdę, o wiele bardziej chce się czytać, kiedy nie trzeba się bać czyhających na człowieka w każdym zdaniu byków wielkości, cóż, samego byka.
* „Jasne, tlenione włosy opadły jej przed ramiona.” – czy tlenione włosy mogą być ciemne? W porównaniu owszem, ale tak ogólnie to chyba raczej nie. (R I)
* „I jak Julia mogła odmówić tej bezgranicznej radości w oczach Angeliki, która prawie dostała skrzydeł i cały kolejny dzień unosiła się z podekscytowania […]” – która prawie dodała jej skrzydeł, nie psujmy związków frazeologicznych. (R I)
* „Atmosfera była gęsta tak samo jak mgła.” – postawiłabym przecinek po „gęsta”, to mi brzmi na porównanie paralelne. (R II)
* „Z radością dotarła pod kamienne zadaszenie i, na ile to było możliwe wśród śnieżnej zawiei, ogrzała się trochę przy ciepłodajnym płomieniu.” – pisząc „ciepłodajny płomień”, dajesz do zrozumienia, że istnieją także „zimnodajne płomienie”. Jeśli nie o to Ci w tym zdaniu chodziło, to radziłabym się pozbyć przymiotnika, Czytelnik wie, jakie są płomienie i dopóki nie odstają od normy, określanie ich zazwyczaj jest zbędne. (R III)
* „Wyglądał praktycznie, jakby groził rychłym zawaleniem.” – bez przecinka. Z przecinkiem zdanie znaczy, że mur wyglądał na praktyczny, czemu trochę przeczy stan, w jakim się znajduje. Tymczasem Tobie chodzi raczej o kolokwialne powiedzenie „wyglądać praktycznie jak coś/ktoś-tam”. (R III)
* „Przez szczeliny, prócz świstu wiatru, uszy dziewczyny dobiegł głęboki dźwięk, przypominający brzmienie ludzkiego głosu.” – do uszu dziewczyny. (R III)
* Nie za dużo tych przerw w rozdziałach? Są dobre do przedstawienia przeskoku czasowego, zmiany miejsca czy perspektywy, ale nie wszystkie z przerw w tekście można podpiąć pod którekolwiek z powyższych. Radziłabym przejrzeć tekst i zastanowić się, które z nich są naprawdę potrzebne, a których można się ze spokojem pozbyć, bo jedynie kontynuujesz scenę.
* „Teraz po dawnym majestacie ostały się jedynie ścienne wieże z dziurami, które trudno było odróżnić od okien, nie dające schronienia nawet przed czymś tak prozaicznym jak padający śnieg.” – niedające. (R III)
* „Naprzeciwko pomnika, pod jasnym marmurowym blokiem, twarzą zwróconą do zebranych, przemawiał siwobrody mężczyzna.” – z tego zdania wynika, że mężczyzna przemawiał twarzą. Niby nie nieprawda, ale też nie do końca prawda. Twarzą zwrócony do zebranych? (R III)
* „Dziewczyna momentalnie wlepiła w niego szeroko otwarte oczy i nastawiła uszy.” – nastawiła uszu. (R III)
* „Pamiętam swoją inicjację, jak by to było ledwie wczoraj.” – jakby. (R III)
* „To, co się wydarzyło dalej, trwało zaledwie kilka sekund […]” – potem albo później brzmiałoby lepiej niż dalej. (R III)
* „Z światłości narodziła się wtedy Prawda […]” – ze światłości. (R V)
* „Wyglądała bardziej jak przybłęda, która przywdziała pierwszą z brzegu znalezioną szmatkę w celu okrycia newralgicznych miejsc, aniżeli jak dostojna bogini zapamiętana z gobelinu.” – bez ostatniego przecinka. (R V)
* „Jego dłoń była lodowato zimna, lecz uścisk mocny.” – a co temperatura ma do mocy? Trochę niefortunny ten spójnik. (R VI)

§ Inne
Mam teorię co do tego, kim możesz być. ;) Co ciekawe, wyszła nie z obserwacji Twoich rysunków, bo w tych dostrzegam tylko wpływy Disneya, ale z samego tekstu. Ale wyślę Ci moje podejrzenia mailowo, tak raczej się zapowiadam, niż próbuję Cię zdemaskować.

§ Podsumowanie
Nie ma sensu ukrywać, jak od samego początku czyta się dobrze, to nawet jeśli tekst nie wgniata w fotel, od razu i czyta, i ocenia się przyjemniej. Ostatecznie zaś kończysz na DYŻURZE W KUCHNI.
Droga Royal Bee, z chęcią wystawiłabym wyższą ocenę, bo technicznie na taką zasługujesz, ale ledwo rozwinięta fabuła wiąże mi ręce. Na tym etapie za dużo zgadywania, jak to faktycznie będzie dalej, czy rozwiniesz wszystkie kwestie i odpowiesz na wszystkie pytania, które tego wymagają. Wierzę, że tak, jednak nie mogę na tej podstawie wystawiać oceny. Dodatkowo razi mnie i ta drobna nierówność między wcześniejszymi a późniejszymi rozdziałami pod kątem stylu (masz zbyt dobry warsztat, a wyrównanie tego nie zajmie całego dnia, za to znacząco wpłynie na odbiór całości), i Twoja, jak dla mnie przesadzona, tendencja do zachowywania ziemskiego miejsca akcji w aż takiej tajemnicy, kiedy to nie ma wielkiego sensu. Za to masz we mnie Czytelniczkę i chciałabym dodać, że naprawdę się cieszę, że się do mnie zgłosiłaś, bo chociaż Twój blog mignął mi już kiedyś wcześniej, wątpię, bym znalazła czas/ochotę, by go przeczytać z własnej woli. A z tego, co już opublikowałaś, stwierdzam, że czytać go zdecydowanie warto.
Pozdrawiam zatem ciepło (przyda się trochę ciepła na grudzień), zawczasu życzę wszystkim wesołych Świąt i do następnej oceny!

28 komentarzy:

  1. No ja wchodzę regularnie na Kompanię czytać Wasze oceny i tak się zastanawiałem, Chiyo, co tak długo Cię nie ma. A tu proszę, Nano zaraza zainfekowała i Ciebie ;). Ale widzę, że pozamiatałaś trochę w kolejce i wylądowałem na drugim miejscu ;). Jaram się, bo niedługo będzie moja kolej :j: :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo w przyszłym roku. ;)

      Usuń
    2. Dopiero za rok? :o. Ale i tak się jaram :P

      Usuń
    3. Będę poza domem aż do Sylwestra (a pewnie i w Sylwestra też, jeśli nie będę odsypiać), nie ma jak ani kiedy. Nie ma bata, przyszły rok to najwcześniejsza opcja. ;)

      Usuń
  2. Aeis betuję na bieżąco od VI rozdziału, ale przeglądałam też poprzednie, niemniej wyglądało to trochę inaczej przy nieporównanie większej ilości tekstu. Kurczę, byłam absolutnie pewna, że zwróciłam uwagę na ten uścisk chociażby, ale teraz patrzę i faktycznie zapomniałam dopisać. Szejm on mi.
    Włosy tlenione, z tego co wiem, to włosy rozjaśniane, ale jeśli rozjaśniasz np. czerń czy kasztan, to on po utlenieniu dalej bardzo jasny być nie musi, więc osobiście bym nie miała z tym raczej problemu.
    "„Wyglądała bardziej jak przybłęda, która przywdziała pierwszą z brzegu znalezioną szmatkę w celu okrycia newralgicznych miejsc, aniżeli jak dostojna bogini zapamiętana z gobelinu.” – bez ostatniego przecinka" - Ale to jest wtrącenie. Od "który" do "miejsc" masz inne zdanie podrzędne, które powinno być wydzielone. Gdyby to było zdanie pojedyncze, to owszem, przed aniżeli, tak jak przed niż, nie powinno być przecinka.
    Inna sprawa, że ja osobiście nieszczególnie widzę różnice w stylu na przestrzeni tych rozdziałów. Owszem, w początkowych wypisałaś nieco więcej zastrzeżeń, ale niemniej jest ich na tyle niewiele i są na tyle drobne, że mnie to nie przekonuje. Ale myślę, że to raczej kwestia subiektywnego wrażenia i odbioru, co zresztą jest najzupełniej normalne.
    No i... a tak, przyjemna ocena :D (przyznam, że po przejrzeniu ostatnich odniosłam wrażenie, że były mało... konkretne - bywam wyczulona na tym punkcie, za dużo wodolejczych rzeczy czytałam, w tekstach tego typu wysoko cenię zwięzłość), w większości się zgadzam i zwróciłam uwagę na to samo.
    Udanego NaNo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o rany, przez chorobę mam lagi na łączu z rzeczywistością, zapomniałam, że NaNo już minęło. No to Wesołych Świąt zamiast tego :D

      Usuń
    2. No tak, wtrącenie, czemu tego nie zauważyłam? -.-"
      Umówmy się, można obiektywnie mówić, czy ktoś pisze poprawnie, ale o stylu zawsze będziemy mówić w oparciu o subiektywne uczucia. Gdyby tak nie było, to nie byłoby kłótni o to, czy taka np. Stephanie Meyer w "Zmierzchu" albo Martin w "Pieśni Lodu i Ognia" mają styl cudowny czy fatalny (chociaż chyba w tych przypadkach to debaty powinny dotyczyć stylów ich tłumaczy :P).
      Dziwi mnie tylko to, że dopiero przy ostatnich miałaś wrażenie lania wody, kiedy według mnie samej ja od zawsze to robię (bo wolę wyjaśnić coś w sposób dłuższy, ale mieć pewność, że ostatecznie autor zrozumie, niż wytłumaczyć za krótko i potem musieć tłumaczyć po raz drugi, o co mi chodziło).
      I dziękuję za życzenia, NaNo było udane, a owszem, oby Święta też takie były, chociaż póki co nie wyobrażam ich sobie specjalnie świątecznie. :P

      Usuń
    3. Jako dochodzaca polbeta z doskoku, odniose sie jeszcze do tego:

      * „Jasne, tlenione włosy opadły jej przed ramiona.” – czy tlenione włosy mogą być ciemne? W porównaniu owszem, ale tak ogólnie to chyba raczej nie. (R I) -- Tu raczej chodzi o to, ze moga byc "jasne , tlenione", albo "jasne, naturalne".

      Powodzenia w Japonii :)

      Usuń
    4. Nadal myślę, że na dźwięk hasła "tlenione włosy", większość Czytelników pomyśli o blondzie, a nie o, przykładowo, jasnym brązie wynikającym z tlenienia czarnych włosów. Ale to już chyba sprawa dla autorki do rozstrzygnięcia, co dokładnie chciała powiedzieć i która informacja (odcień czy skąd się wziął, czy coś jeszcze innego) jest w przypadku tej postaci najważniejsza.
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. ^^

      Usuń
    5. Meh, wiedziałam, że to źle zabrzmi. Lanie wody przesada w odniesieniu do Twoich ocen, chodziło mi o to, że generalnie czytałam dużo takich tekstów i mogę być przeczulona, nie, że Twoje się tylko z tego składają. Jakby tak było, to bym ich nie polecała :) Zresztą, no, teraz to tylko niesprecyzowane wrażenie, może mylne, musiałabym się odnieść konkretniej.

      Usuń
    6. Mielę to sobie w ustach... i chyba rozumiem, co masz na myśli. Też nie umiem tego teraz ładniej ująć w słowa, ale czuję, o co mniej więcej chodzi i jakbym się bardziej szlajała po ocenialniach, to pewnie bym wskazała coś w ramach przykładu. ;)

      Usuń
  3. Nie czepialabym sie tych wlosow jeszcze z tego wzgledu, ze to, czy ktos sie decyduje na tlenienie, czy nie; czy nosi trampki, czy szpilki; czy chodzi w spodnicy, czy w spodniach; w swterze, czy w bluzie; wszystkie te drobne szczegoly pomagaja nam lepiej wyobrazic sobie dana postac. Po co odzierac opowiadanie z detali?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nawet te ciepłodajne płomienie nie rażą tak właściwie. O ile w tekstach innego typu - ocenach chociażby - jak już wspominałam, cenię sobie zwięzłość i nie lubię wodolejstwa, tak w tych stricte literackich mam inne standardy (aczkolwiek wodolejstwa dalej nie lubię ;P). Jasne, niektóre epitety są zwyczajnie zbędne i nie zamierzam dyskutować o zasadności pleonazmów (bo jej z reguły dla mnie nie ma) - ale, huh, osobiście lubię rzucane od niechcenia (już abstrahuję w tej chwili od tych włosów nieszczęsnych, bo to faktycznie może być wątpliwe, i nie odnoszę się do oceny, a zaczynam raczej luźną refleksję) opisy i wzmianki o detalach, choćby pozornie nieistotnych (nie wiem, może jestem spaczona, bo sama często tak robię, inaczej tekst mi "sucho" brzmi). "Reportażowe" - może to nie najszczęśliwsze słowo, ale chyba tak funkcjonuje potocznie w świadomości - podejście akceptuję czy cenię raczej w tekstach związanych z tym określonym typem.

      Usuń
  4. Hop, hop, jest na sali (czy też pokładzie) Miękko? Interesuje mnie informacja, kiedy można się spodziewać nowej oceny? Nie będę ukrywać, że zależy mi na ruszeniu nieco kolejki. W ciągu ponad roku wskoczyłam o jedno lub dwa (ciężko spamiętać) miejsca do góry i obawiam się, że w takim tempie pozostanie mi wyczekiwać następnej gwiazdki ;P (no już na tą definitywnie nie mam szans, myślałam, że może uda się przy ostatniej, ale też próżne były me nadzieje)


    Pozdrawiam,
    Phoe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phoe, pisałam do Miękko jakieś dwa tygodnie temu i póki co nie mam jeszcze odpowiedzi.

      Usuń
    2. Ok, dzięki za info :)

      Usuń
  5. Łoj, miałam skomentować wczoraj, ale zmogła mnie i praca, i wstrętne choróbsko, zatem tylko informuję, że pamiętam i wypowiem się jutro, jak mi tylko przestanie rozsadzać głowę od wewnątrz i będę w stanie konstruować mądre zdania. xD Porządnej ocence należy się porządny komentarz!

    OdpowiedzUsuń
  6. hey, pisał do mnie Szaman czy nadal jestem zainteresowana oceną. W sumie na początku nie chciałam, ale zmieniłam zdanie, więc bez problemu można ocenić moje opowiadanie, tylko że jest chwilowo zawieszone, ale chętnie poczytam ocenę ;)
    step-to-hell.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na wstępnie: dziękuję za tak bardzo treściwą i rzeczową ocenę! W blogosferze jestem nowa i pewnie dla większości jej członków to już chleb powszedni, ale muszę przyznać, że czytanie tylu akapitów na temat *mojego* tekstu, tak dogłębnej analizy, przemyśleń i wniosków, jest dla mnie nie lada przeżyciem, w dodatlu mile łechtającym moje ego. :) Po prostu: wow.
    No, teraz pora na mój komentarz.

    Mówisz, że adres by Cię nie zachęcił. Hmmm no fakt, niewiele mówi o treści opka. :D Czy mogę się zapytać, z jakiego rodzaju historią kojarzył Ci się przed wejściem na stronę? Zastanawiam się także nad reklamowaniem bloga pod adresem aeis.pl (ciiii, za rok będę się martwić czy warto płacić za przedłużenie ;d) - może to samo jedno słowo jest bardziej przystępne?

    Co do grafiki. Wszystkie wymienione przez Ciebie 'wady' to - stety lub niestety - mój świadomy zabieg i widzimisię. xD Powiem szczerze: po prostu mam jakąś awersję do tradycyjnych szablonów i postów z rozdziałami, które wrzucane są na przemian z newsami, poszczególnymi działami itp. Dlatego chciałam iść bardziej w stronę portalu O opowiadaniu, niż bloga Z opowiadaniem. Gadżeciara też trochę jestem, ale to inna kwestia już. :) Postawiłam jednak na funkcjonalność, aby każdy bezproblemowo trafił do miejsca, którego szuka, oraz na... oryginalność. Mam nadzieję, że mój blog jest dzięki temu bardziej charakterystyczny i zapamiętywalny. ;> Ale każdy ma własne preferencje, wiadomo.

    Jestem świadoma, że styl pisania pierwszych rozdziałów różni się trochę od najnowszych. Wynika to z trzech rzeczy: a) na początku miała to być parodia, dlatego moja narracja we wczesnej wersji pierwszego rozdziału kipiała od archaizmów, patetycznych słówek i pseudohumoru, który wzorowałam na stylu Pratchetta (nieudolnie, noale), dlatego, mimo wielu poprawek, różnica pozostała; b) to mój pierwszy twór pisarski od bodaj siedmiu (sic!!) lat, zatem kilka rozdziałów zajęło mi samo rozpisanie się; :) c) pojawiła się Leleth ;D (jedna sprawa, że dzięki niej w tekście niemal nie ma już błędów, a druga - po jej uwagach zaczęłam sprawdzać tekst pod kątem zupełnie nowych rzeczy O: )
    Pierwsze dwa rozdziały i tak są do permanentnej zmiany w nieokreślonej przyszłości, bo tam akcja za bardzo gna w porównaniu z resztą...
    Fajnie, że wyłapałaś to przymrużenie oka narratora w opisach niektórych czynów Julii, o to mniej więcej mi chodziło. (:

    Nie narzekałabyś na obszerniejsze opisy? No proszę, a mnie się zdawało, że i tak z nimi przesadzam i niektórzy się zrażą grubymi akapitami. :P Jeśli chodzi o język Daniela, to cóż, uznałam po prostu, że skoro jednak sporo czasu spędził w Ardmorze wśród apatycznych staruszków, jego mowa uległa zmianie. Ale przemyślę to jeszcze, skoro trochę zgrzyta.

    OdpowiedzUsuń
  8. (ciąg dalszy, bo blogger jest noga i ma limit znaków)

    Kurcze, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że fabuła zdaje się wiarygodna. :) Długo siedziałam nad niektórymi scenami, wiele razy je zmieniając, aby nie można się było do niczego przyczepić. Wymaga to o wiele więcej pracy, niż uprzednio zakładałam (no bo to miała być parodiaaaa, a się oczywiście zaangażowałam ;__; ), ale dobrze wiedzieć, że warto!
    Tak samo z potrzebami fizlogoczinymi. To było w sumie pierwsze, co chciałam zrobić na przekór typowym historyjkom czy serialom dla nastolatek. Julia nie ma i nie będzie miała łatwo w tym względzie. :P

    Niejasność w obliczeniach czasowych sprawdzę na pewno (teraz nie dam rady tyle myśleć xD), ale wydawało mi się, że wszystko się zgadza. Nazwisko Julii - zmiana wciąż nade mną wisi, ale nie mam pomysłu na coś równie prostego, ładnego i uniwersalnego. Co do miejsca akcji... Wszystkie nazwy są zmyślone tak, aby dało się je podmienić przez każde inne. "Kruszec" to imho słowo pasujące do wsi/małego miasteczka, natomiast w takiej, powiedzmy, angielskiej wersji opowiadania (NO BO KTO WIE, CO BĘDZIE KIEDYŚ 8D), niewątpliwie byłby to jakiś wyraz + -shire czy -ville. :) Dlatego właśnie uważam, że opisywania historia mogłaby się dziać wszędzie. Nie chciałabym konkretyzować miejsca akcji, bo nastawiłoby to w pewien sposób Czytelnika. Pomyślę natomiast nad wywaleniem stolicy i zrobieniem z niej po prostu dużego miasta, bo tutaj mnie przekonałaś. :)

    Zakładka "Bohaterowie". :D Pozwól, że się wytłumaczę; jak już wspomniałam, jestem dość nowa w temacie blogasków i zakładając swojego, nie za bardzo miałam pojęcie, co powinno się nań znaleźć. Dlatego wykonałam przedtem swoisty research, pytając nastoletnie posiadaczki blogów, w jakie działy najchętniej zaglądają, oraz czego po nich oczekują. Oczywiście pierwszą z odpowiedzi była zawsze zakładka z bohaterami. Jakby tego było mało, jeszcze nim zdążyłam ją stworzyć, parę osób odezwało się z pytaniem o nią. Widzisz zatem, że to efekt potrzeby Czytelników, a moim zadaniem jest im dogadzać. ;D A efekt ten przynosi też niezłe rezultaty: dział z bohaterami jest najczęściej odwiedzaną ze wszystkich moich podstron na blogu. xD

    Twoje uwagi na temat postaci niezwykle mnie radują (szczególnie w przypadku Sergiusza! *_*), bo odczytujesz je dokładnie tak, jak planowałam. Oczywiście, mało się tam jeszcze wydarzyło, ale Twoje przypuszczenia są absolutnie trafne, a pytania słuszne i wiedz, że będą wyjaśnione. :D (tylko kiedy ja do tego wszystkiego dojdę...)

    Na temat poprawności podyskutowały już Gaya i Leleth (w tych nieszczęsnych "jasnych, tlenionych włosach" chodziło mi własnie o fakt, iż nie są naturalne xd). Przeanalizuję wszystkie uwagi, bo faktycznie w paru miejscach jeszcze coś zgrzyta. A kilka rzeczy, mam wrażenie, poprawiłam już w samym źródłowym tekście, ale nie zaktualizowałam na blogu... >.> (ten cały uścisk np)

    Podsumowując: jeszcze raz ogromne dzięki za ocenę i recenzję! Wszystkie Twoje pochlebne słowa to miód na moje uszy i bezgraniczna motywacja do dalszego pisania. Postaram się nie zawieść oczekiwań tak wartościowej Czytelniczki. Dziękuję, dziękuję i Wesołych Świąt życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jakiego rodzaju historią skojarzył mi się tytuł? Hm, trudno to ująć bardziej konkretnie niż "z typowym blogowym opkiem fantasy dla nastolatek". Tytuł nie jest zły sam w sobie, bo zdaje się pasować do historii - po prostu jak się posiedzi na blogach dłużej, a zwłaszcza w opkach fantasy, to trudno wyłapać coś naprawdę dobrego, bo wszystkie dobre teksty chowają się pod setkami wtórnych opek. Pewnie w innej sytuacji, np. na forum literackim czy nawet w księgarni, bym pomyślała raczej, że to właśnie młodzieżowe fantasy (co się zgadza), ale bez tych negatywnych skojarzeń z wtórnością, która potrafi przytłoczyć na blogach.

      Nie, absolutnie nie przesadzasz z opisami - jest ich w sam raz, ale gdybym mogła decydować, poprosiłabym o więcej. Bez zmieniania się od razu w żadnego Sienkiewicza czy Orzeszkową, po prostu ciut więcej szczegółów tu czy tam, może trochę przemyśleń Julii (co przy okazji pokazałoby też i ją), takie dodawanie po trochu gdzieniegdznie.
      A z Danielem nie naciskam i, jak powiedziałam w ocenie, jeśli słyszysz go w ten sposób przez cały czas, to po prostu konsekwentnie to ciągnij, a wrażenie się zatrze, bo Czytelnik zrozumie, że to celowy zabieg. Co najwyżej może wywołać pytanie, czy nie uważano go za dziwnego, jeśli tak mówił także w liceum, ale wszystko da się wyjaśnić. Po prostu wiedz, dlaczego coś ktoś robi czy dlaczego robi to w ten sposób, żeby nie dać się zaskoczyć. ;)

      Jak powiedziałam, orłem matematycznym nie jestem, ba!, moja przygoda z matematyką skończyła się ładnych kilka lat temu, więc bardzo możliwe, że moje wrażenie jest błędne. Bardziej chodziło mi o postawienie się Daniela na miejscu i Julii, i (pośrednio) Czytelnika. Tłumaczy właśnie, jak działa ten zupełnie inny świat, a w tym momencie dajesz do zrozumienia, że Daniel z Julią znali się wyłącznie z widzenia. Czy wiedział, jaka była z matematyki? Skoro utknęła tu na dwa lokalne miesiące, czy nie założyłby, że lepiej wytłumaczyć jej coś jak idiotce, ale mieć pewność, że zrozumie? Znowu, to nie tyle zarzut, co kwestia do przemyślenia, zwłaszcza pod kątem Czytelnika. Poza tym, że może wolałabym trzymać się prostych tłumaczeń, by taki matematyczny głąb jak ja wszystko zrozumiał, nie odbija się to w żaden negatywny sposób na samym tekście, tym bardziej że później Julia i tak sama sobie wszystko przelicza, więc: a) chyba zrozumiała; i b) masz możliwość przypominania Czytelnikom na bieżąco, jak to jest.

      Usuń
    2. Jakiś -shire albo -ville? Hm, -shire odnosi się do angielskich hrabstw, a -ville naprowadzałoby bardziej na Amerykę. Tak na boku. Nadal twierdzę, że określenie chociażby państwa bardzo by Ci pomogło. Nie musiałabyś wtedy żadnych słów podmieniać (przykładowo: gdyby to była Japonia albo Indie, jak byś te nazwy popodmieniała wtedy?), nie musiałabyś się przejmować tym, jak ani czym przedstawiasz świat (chociaż wiele szkół tłumaczy się jako "liceum", różnice potrafią być kolosalne, a w iluś miejscach kompletnie by nie pasowało - już widzę, jak jakaś dziewczynka z Afgańskiej wsi w ogóle dostaje szansę pójścia do liceum), a skoro w opowiadaniu Ardmor i tak ma większe znaczenie, to czy to naprawdę aż tak wielka różnica, których realiów na Ziemii się trzymasz? Przy okazji gdybyś się zdecydowała na Polskę, byłaby to świetna okazja do pokazania Czytelniczkom, że ekscytujące przygody nie przydarzają się tylko najpiękniejszym nastolatkom w Ameryce czy ogólnie za granicą, że ciekawe rzeczy mogą dziać się w Polsce. Nie jestem już nastolatką i nie mam kontaktu z polskimi nastolatkami, ale pamiętam, że kiedy sama taką byłam, to jeśli historia była ciekawa, to Polska jako miejsce akcji była tylko dodatkowym bonusem, w stylu "o, jak fajnie, ciekawe rzeczy mogą się dziać u nas".

      Pytanie tylko, czy na odwiedzeniu zakładki z bohaterami się kończy, a jeśli nie - ile osób dzięki temu zaczyna lekturę tekstu. Ilość odwiedzin to jedno, wiadomo, miło widzieć duże cyferki, ale o wiele przyjemniej widzieć ich mniej, za to kiedy wszystkie przekładają się na konkrety typu odzew od ludzi, że czytają (i że im się podoba). Tym bardziej że licznik odwiedzin robi tylko tyle - liczy, ile razy strona została wyświetlona. Równie dobrze mogą to być osoby nieznające historii, jak i stali Czytelnicy zauroczeni obrazkami. Ale, znowu, Twój blog, widzę i przyjmuję uzasadnienie, dlaczego się na to zdecydowałaś, a że nie ma to i tak żadnego wpływu na moją opinię o tekście, to nie ma też sensu, abym się upierała. :)

      Cieszę się więc, że ocena okazała się pomocna. Naprawdę trudno było mi wskazać cokolwiek poza tym nieszczęsnym "mało tekstu, pisz dalej", więc tym bardziej się cieszę. Tobie również życzę wesołych Świąt i dalszych sukcesów graficzno-literackich (literacko-graficznych?)!

      Usuń
    3. Tak się wetnę do dyskusji - wybaczcie ;)

      Przy okazji gdybyś się zdecydowała na Polskę, byłaby to świetna okazja do pokazania Czytelniczkom, że ekscytujące przygody nie przydarzają się tylko najpiękniejszym nastolatkom w Ameryce czy ogólnie za granicą, że ciekawe rzeczy mogą dziać się w Polsce. Nie jestem już nastolatką i nie mam kontaktu z polskimi nastolatkami, ale pamiętam, że kiedy sama taką byłam, to jeśli historia była ciekawa, to Polska jako miejsce akcji była tylko dodatkowym bonusem, w stylu "o, jak fajnie, ciekawe rzeczy mogą się dziać u nas".

      Jakie to smutne, że polskie nastolatki zupełnie nie doceniają, jak fajną akcję można poprowadzić właśnie w Polsce. Gdy ostatnio natrafiłam na fik, w którym wydarzenia działy się - krótko, ale zawsze - w Polsce, to aż skakałam z radości. Co ciekawe autorem była... amerykanka! Tak więc nie tylko Polacy uciekają od opisywania własnego kraju.

      Usuń
    4. Jeszcze taka refleksja z tym związana: ludzie niestety często zdają się uważać, że cudze jest zawsze lepsze ;)

      Usuń
    5. A no wiesz, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma ;) Ej, ej, a ten fick z akcją w Polsce, podrzucisz link?

      Usuń
    6. Wiesz, Phoe, no i właśnie dlatego nie określiłam miejsca akcji. Nie jest to pokierowane moimi przekonaniami, po prostu wiem, że nastolatki wolą historie o amerykańskich/brytyjskich rówieśnikach i mniej chętnie sięgnęłyby po coś "swojskiego" - a cel, jaki sobie wyznaczyłam przed rozpoczęciem pisania, to stworzyć idealną powieść dla nastolatek właśnie. :P
      W ogóle już kilka osób mi napisało, że polskie imiona w moim opku im zgrzytają, bo "o wiele lepiej czyta się >Patrick< niż >Patryk<." O_o
      To tak w kwestii sprostowania. :) Sama jestem aktywną przeciwniczką stwierdzenia "cudze = lepsze" i krew mnie zalewa, jak ludzie narzekają na rodzime rzeczy dla zasady, a w pozytywach szukają wad bądź traktują je jako wyjątek...

      Usuń